drukuj

Czy miasto Dębica ma duszę...

Planowanie przestrzenne

Ideogram -pokazuje w sposób schematyczny(symboliczny)
różne sposoby wykorzystania tej samej przestrzeni

Artykuł prezentuje osobisty pogląd na temat zależności społeczno-przestrzennych w miastach.

 Aby jasne było o czym mowa, trzeba obrać stanowisko w kwestii samych pojęć składowych. Najprościej ujmując pojęcie socjologii, dochodzimy do definicji Ludwika Gumplowicza: „socjologia to nauka o grupach społecznych”. Jednak dla potrzeb niniejszej próby zrozumienia zjawisk rządzących owymi grupami społecznymi w strukturach miejskich, bardziej inspirująca jest definicja prof. Zygmunta Baumana „socjologia to zazwyczaj spoglądanie na ludzkie czynności, jak na fragmenty większych całości. Owymi całościami są nieprzypadkowe grupy ludzi, które są powiązane siecią wzajemnych zależności”.

Można się w niej dopatrzyć związku z teorią holonów Arthura Koestlera, mając świadomość faktu, że świat w ogóle należy rozumieć jako jedną, niepodzielną, dynamiczną (w sensie dużej zdolności przystosowania się do zmian) całość. Części tej całości są od siebie nawzajem zależne. Są to wszystkie dziedziny naszego życia i wszystkie fizyczne i niematerialne aspekty, przepływy i obiekty.

Jest to również miasto jako zbiór oddziaływań między jego fizycznymi obiektami a środowiskiem i społeczeństwem. Zarówno związek ze zjawiskami ekonomicznymi, jak i fakt złożoności, nieprzypadkowej sieci ludzkich zachowań zbliża pojęcie społeczeństwa do istoty miasta. Miasto bowiem, według znakomicie przemyślanej definicji prof. Tadeusza Zipsera to konieczny wytwór ewolucji potrzeb społeczeństwa ( jako prawdopodobnie najlepsza a może nawet jedyna przestrzenna forma systemu instrumentów zaspokajających większość tych potrzeb).

Teraz nieco jaśniejszy stał się dla nas niezbity fakt postępującej urbanizacji. Zjawisko to można rozumieć różnie, lecz sens jest jeden: coraz więcej ludzi mieszka w mieście. Ci natomiast, którzy zamieszkują obszary fizycznie niemiejskie – coraz częściej prowadzą tzw. ‘miejski styl życia’. W istocie, urbanizacja zmierza do takiego stanu zagospodarowania przestrzeni, w którym realizuje się odpowiedni stopień prawdopodobieństwa kontaktów.

(Zipser) Mówiąc językiem potocznym chodzi o równowagę pojmowaną jako zaspokojenie potrzeb. Tylko skąd te potrzeby? Otóż wynikają z przyjętych ogólnie w danej cywilizacji wzorców..czyli przyjętych przez społeczeństwo. A zatem społeczeństwo chce mieszkać w mieście. Czy to oznacza, że miasto jest najlepszym miejscem zamieszkania dla człowieka? Czy nie wydaje się oczywiste, że życie w mieście nie jest zdrowe? Niezbitym jest przecież fakt, że poza obszarami zurbanizowanymi występuje mniej chorób tzw. cywilizacyjnych, a już na pewno mniej zaburzeń na tle nerwowym i psychicznym. Czy w miastach tak naprawdę istnieje społeczeństwo?

Powyższe wątpliwości odnoszą się w szczególności do dużych miast. Na przestrzeni kontinuum miasto-wieś, wydaje się zaznaczać zanik więzi społecznych w miarę zbliżania się do struktury miasta. Już taki niewielki w skali światowej twór jakim jest Wrocław posiada cechy, które napawają obrzydzeniem jednostki przyzwyczajone do funkcjonowania w społeczności lokalnej, np. w mniejszej miejscowości. Obserwując ludzi dochodzimy do wniosku, że każdy jest sam. Widzimy wyraźnie, że każda zmiana w przestrzeni miasta generuje zmiany społeczne - w wielu przypadkach pogłębia wykluczenia.

Wykluczenia te powstały prawdopodobnie w wyniku procesów ekonomicznych. Tutaj można wrócić do Marksa. Jego koncepcja uznawała, że to właśnie ekonomia stanowi podstawę życia społecznego. Ekonomia jest ideologią, a zatem służy czyimś konkretnym interesom.. czy są to interesy społeczeństwa? Czy fakt, że potrzeby społeczeństw są siłą napędową rozwoju miast nie oznacza ich upadku? W swojej pracy „The City in History”, Levis Mumford odkrył istotę cywilizacji miast, mocno krytykując ‘urban sprawl’ (niekontrolowane rozlewanie się ujednoliconych, monotonnych obszarów zurbanizowanych w postaci miejsc bytowania ludzi), dowodził że struktura współczesnych miast jest w ogromnym stopniu odpowiedzialna za większość problemów socjalnych w społeczeństwach zachodnich.

Kładąc nacisk na związek natury ludzkiej z przestrzenią wyznacza kierunki i zasady, jakim powinno poddać się planowanie przestrzenne w miastach. Uważając miasto średniowieczne za bazę rozwoju „miasta idealnego”, Mumford zarzuca współczesnym miastom zbliżanie się do wzorca Rzymu (sprawling megalopolis) którego świetność zakończyła się przecież upadkiem. Krytycznie odnosi się do masowej kultury miejskiej, ciągle wierząc, że miasto to produkt Ziemi, naturalna rzeczywistość, ludzki środek ekspresji (“a product of earth … a fact of nature … man's method of expression”).

Jednocześnie wyraża nieufność wobec rosnącego przemysłu finansowego, struktur politycznych, wskazuje przerażający fakt, że te instytucje nie sprzyjają społeczności lokalnej. Definiuje urbanizację, politykę i alienację jako ‘wielkomiejskie finanse’. Fizyczny wygląd miast i ich funkcje ekonomiczne są wg niego drugorzędne w stosunku do związku miasta ze środowiskiem naturalnym i duchowymi wartościami ludzkiego społeczeństwa. Tymczasem doktryną napędzającą rozwój współczesnych miast jest neoliberalizm wspierający politykę opartą na tolerancji i wynikającej z niej obojętności. Skoro kształt i funkcjonowanie współczesnych miast to wynik zaawansowanego kapitalizmu, czy nie należy, zgodnie z teoriami Hegla, Spencera, Saint-Simona czy Empedoklesa wróżyć im upadku?

Każdy z nich upatrywał czy to wszechświat, czy historię ludzkości jako wahania, czy spiralne przejścia między dwoma fazami. Empedokles nazywał je miłością i nienawiścią, Saint-Simon okresami organicznymi i krytycznymi, Spencer fazami integracji i zróżnicowań. U Hegla jest to po prostu przechodzenie z jednej formy jedności, przez jej utratę, do integracji na wyższym poziomie. Jeśli wierzyć tym ideom, wyrastającym z Heraklitowskiego porównania porządku świata do wiecznego ognia, który roznieca się i przygasa zgodnie z miarowym rytmem, każda cywilizacja po osiągnięciu szczytu żywotności traci swój impet kulturowy i chyli się ku upadkowi. Wygląda na to, że struktury społeczne i wzory zachowań, które notabene nadają wielowymiarowy kształt dzisiejszym miastom, stały się tak sztywne, że społeczeństwo nie może już dostosować się do zmieniających warunków.

Obserwacja ta wynika nie tyle z różnorakich objawów kryzysu, ale ze stopnia zaawansowania zmian w najgłębszych sferach naszego środowiska społecznego i naturalnego. Ktoś mógłby powiedzieć, że to katastrofizm czy zwykłe złorzeczenie, tymczasem wystarczy obiektywnie popatrzeć na miejsca egzystencji większości społeczeństw – miasta. Obserwując, prognozując i projektując ich rozwój często zapominamy o granicach wzrostu. To, co dzieje się z wielkimi metropoliami można porównać do choroby nowotworowej organizmu.

 Czyż całe środowisko naturalne nie jest organizmem żywym? Czy człowiek nie jest jego częścią? Jeśli tak – dlaczego chce mieszkać w mieście? Czyżbyśmy byli aż tak podatni na reklamę i globalizm, że przedkładamy je ponad intuicyjnie odczuwane wartości, takie jak poczucie bezpieczeństwa? Przecież we współczesnych miastach potrzebę bezpieczeństwa realizuje się poprzez budowę grodzonych, nierzadko strzeżonych, monitorowanych osiedli. Nie prowadzi to bynajmniej do bezpieczeństwa, ale do stanu ustawicznej, hobbesowskiej wojny każdego z każdym. A co z rzeczą tak podstawową jak zdrowie? Okazuje się bowiem, że wszystkie dogodności wynikające z mieszkania w mieście mają bardzo wysoką cenę. Większość społeczeństwa nawet nie ma świadomości, że ograniczając swój kontakt ze środowiskiem przyrodniczym traci naturalne instynkty. Przez to w miastach coraz więcej jest patologii, nerwic i chorób psychicznych.

Wychodzi na to, że potrzeby społeczeństwa nie wynikają z naturalnych potrzeb człowieka. A zatem i miasto, mimo że odpowiada na potrzeby społeczne, nie jest dobrym miejscem dla jednostki. Krzysztof Nawratek w książce ‘Miasto jako idea polityczna’ interpretuje miasta jako dynamiczne struktury, w których materializują się i znajdują oparcie procesy społeczno-ekonomiczne oraz że zmiany w przestrzeni miasta, nawet z pozoru nieznaczne, mogą być powodem istotnych zmiany społecznych. Pojawienie się nowych grup wpływa na kształt miasta, niezależnie od tego, czy jest to ludność napływowa z innych części Polski, emigranci, czy nowe klasy społeczne powstałe wskutek przemian ekonomicznych i kulturowych. Wskazuje też na spór o to, czyje będzie to miasto – mieszkańców, globalnych korporacji, deweloperów czy innych aktorów społecznych.

 Neoliberalizm sprawia, że „miasto, żeby istnieć musi dysponować siłą”. Siłą administrowania i wymuszania relacji między tymi, których interesy ekonomiczne czynią sobie obojętnymi. Jednocześnie jest to siła zapobiegająca blokowaniu tych relacji przez wydzielanie ekskluzywnych przestrzeni, grodzenie osiedli, rozrost przestrzeni komercyjnej kosztem przestrzeni publicznych czy usuwanie ławek, terenów zielonych czy innych miejsc, w których możliwe jest bezinteresowne i bezpłatne spędzanie czasu. Książka mówi o formie otwartej, utopii w procesie, która opiera się na nieustannym kwestionowaniu swoich założeń i wrażliwości na potrzeby społeczeństwa. Miasto nie powinno być statycznym modelem, ale rodzajem algorytmu, „organizmem otwartym samozarządzającym i samowystarczalnym”, w którym możliwe jest nawiązywanie różnych relacji, zawieranie sojuszy z rozmaitymi aktorami i zróżnicowane sposoby uczestnictwa w życiu miasta. Tylko w ten sposób możliwe jest zapobieganie generowaniu przez układ miasta nowych obszarów społecznego wykluczenia. Jednocześnie miasto jako byt dynamiczny, „permanentna rewolucja” jest obszarem walki o kształt relacji społecznych. „Kto zawłaszcza tę przestrzeń, zawłaszcza całe Miasto”. Przedstawiona koncepcja jest próbką szerszego spojrzenia na miasto, jednak przedstawione rozwiązanie nie może się realizować w oderwaniu od procesów społecznych.

Zatem być może urbanizacja może postępować bez kolizji z szeroko rozumianym środowiskiem naturalnym i społecznym. Rola urbanisty staje się tym trudniejsza, że musi dogłębnie zbadać nie tylko zależności komunikacyjne i funkcjonalno-przestrzenne zadanego terenu, ale jednocześnie sprawdzić jakie są uwarunkowania demograficzne a przede wszystkim perspektywy rozwoju społecznego. Wdrażanie rozwiązań mających na celu łatwiejszy dostęp do pracy, możliwość wyboru pracy, istnienie instytucji oświatowych, kulturowych, opieki zdrowotnej, finansowych, ubezpieczeniowych, szybkie komunikowanie i przemieszczanie się ludzi, nie może odbywać się kosztem przeludnienia, przestępczości, bezrobocia, bezdomności, degradacji środowiska, głodu i chorób.

 Również na wsi procesy urbanizacyjne są powodem zmian struktur przestrzennych i społecznych. Zanik folkloru i wyniszczenie środowiska naturalnego to cena za dogodny transport, telefony, infrastrukturę i Internet. Znalezienie rozwiązań przestrzennych minimalizujących te koszty wymaga zatem nie tylko znajomości zależności ekonomicznych. Nawet bardziej istotne stają się względy ideowe i etyczne. Coraz więcej dziedzin nowoczesnego życia próbuje czerpać wzorce z przyrody i praw w niej rządzących. Bez wątpienia ma to wpływ na społeczeństwa. W tym duchu należy pamiętać o mieście jako punkcie odniesienia przestrzennego i ideowego.

 Społeczeństwo można zacząć postrzegać jako duszę która sprawia, że Miasto jest żywe w każdej sferze pojmowania. Dusza ta musi być zdrowa, wówczas zdrów będzie cały organizm. Takie spojrzenie, dające się zaobserwować u coraz większej liczby projektantów i urzędników jest dowodem na rozwój społeczny będący przecież determinującym czynnikiem rozwoju miast. Współczesna cywilizacja jest bardzo urzeczowiona, kontaktujemy się ze sobą i wymieniamy rzeczy, jedną z najczęstszych relacji jest ta klient-sprzedawca. Kosztem kontaktów rodzinnych zwiększają się kontakty, że tak to ujmę ‘egzogeniczne’ jednostki. Internet, telefonia komórkowa i telewizja wzmacniają indywidualny charakter cywilizacji. Każdy występuje w swoim imieniu, jako jednostka ( również statystyczna ).

Technicyzacja życia, także społecznego prowadzi do depersonifikacji a często dehumanizacji. Najważniejszym miernikiem ‘jakości życia’ stają się pieniądze i dostęp do dóbr materialnych. To z kolei dzieje się kosztem zdrowia jednostek i społeczeństwa. Mało kto pamięta czym jest etos pracy, że KAŻDĄ pracę należy wykonywać wedle reguł etyki i moralności. Ważniejszy jest kapitał. Brak etyki przejawia się fizycznie w wizerunku miast. Wszelka waloryzacja odbywa się w oparciu o jeden czynnik – finansowy, czasem skorelowany z politycznym. Komunikat jaki tworzy miasto jako kompozycja przestrzenna jest zatem mocno zagłuszony. Funkcja informacyjna przytłacza pozostałe, funkcja prestiżu opiera się na mocno zdeterminowanych przez modę i nie do końca zrozumiałych zasadach deweloperki. Funkcja nastroju ukierunkowana jest tylko tak aby odbiorca coś kupił. Cokolwiek. Symbolika odpowiedzialna za to, czy się rozumiemy jest raczej wypracowanym przez sztaby ludzi kodem, który ma przenikać do podświadomości i zagłuszać realne potrzeby. Funkcję fatyczną rozciąga się w przestrzeni namiliony sposobów: muzyka, reklamy, ulotki … trudno się od tego uwolnić.

W konsekwencji powstaje dysonans między potrzebami jednostki a potrzebami społeczeństwa. Ponieważ nie ma w nim udziału faktycznych potrzeb ludzkich, a potrzeb wielkiego międzynarodowego kapitału, trudno odnaleźć i wprowadzić harmonię, która zaowocowałaby realną poprawą prawdziwej jakości życia, a nie tej mierzonej ilością lub marką posiadanych przedmiotów. Harmonii między jednostką a społeczeństwem poszukiwał Le Corbusier. Mówiąc, że należy budować nie na metry, ale na kilometry, miał zapewne rację. Skupianie się na szczegółach bez całościowego spojrzenia pogłębia segregację, a żadna segregacja nie jest dobra. Opracowanie „Modulor” było jednym z kroków jakie ludzie poczynili dla zrozumienia otaczającej ich przestrzeni . Związek człowieka z przestrzenią jest oczywisty i piękny. Funkcjonowanie zarówno mieszkań, jak osiedli i całych miast oraz systemów osadniczych powinno opierać się na pielęgnacji owego związku.

Dzięki próbom poczynionym wielokrotnie w historii budownictwa można wyłonić najlepsze parametry. Jest wiele zurbanizowanych przestrzeni, które nie zakłócają pewnych prostych zależności i dzięki temu znajdują się na liście najlepszych miejsc do życia. Dzięki obserwacji różnych rozwiązań mamy szanse wyłonić te najlepsze. Tak samo spośród istniejących jak i modelowych rozwiązań najkorzystniej jest wybierać te, które nie powodują nadmiernych koncentracji. Jak wspomniałam wcześniej – kapitał, będący głównym motorem współczesnego rozwoju, należy racjonalizować. Dostosowanie wszystkiego do potrzeb gospodarczych może być zgubne zarówno dla samej gospodarki jak dla środowiska i człowieka. Być może ‘im szybciej jedziesz, tym szybciej jedziesz’ w zastosowaniu do miast sprawia, że najbardziej rozwijają się ośrodki najbardziej rozwinięte, a to co małe nie ma szans na wzrost. Jest jednak pewna nadzieja, że ‘rakowaty wzrost’ największych miast zostanie nieco zracjonalizowany poprzez zmiany społeczne.

 Najważniejszy obecnie dla rozwoju społecznego jest bowiem wzrost świadomości. Bez tego ludzie mają w ogóle marne szanse na przetrwanie. Świadomość związków człowieka ze wszechświatem i potrzeba ich pielęgnowania są czynnikami najważniejszymi w budowaniu nowoczesnych struktur miejskich, które mają realne szanse spełniać ludzkie potrzeby, mają szanse zwać się MIASTAMI.

Zdjęcia

  • Planowanie przestrzenne
Sabin
Autor:Sabin

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać